Im dalej w tekst, tym trudniej oprzeć się wrażeniu, że Diego Vargas Gaete zmarnował szansę na udaną powieść. Autor wziął bowiem na warsztat ambitny temat (obecność niemieckich osadników w Chile), a skupił się głównie na formie, odstawiając fabułę na bok.

W „Chrząszczach na wyginięciu” opowiadającym jest narrator wszechwiedzący, który przedstawia całą historię w sposób – na pozór – dość nieuporządkowany. Chaos jest jednak zamierzony: kolejne wątki rozwijają się stopniowo, co sprawia, że na początku trudno oderwać się od lektury.   W książce pojawia się wiele postaci, ale narrator najwięcej uwagi poświęca dwóm spośród nich. Są to: Silvana, wnuczka Thomasa Kienzlera, który w 1939 roku został dyrektorem niemieckiej szkoły w Temuco oraz Julio Mellada, potomek Indian, prawnik i syn Joselita. Sam Joselito również jest tu znaczącą postacią, ponieważ w latach 80. oficjalnie został zatrudniony jako woźny w tej samej niemieckiej placówce, choć w rzeczywistości przez następnych kilkanaście lat zajmował się strzeżeniem dostępu do tajemniczej szkolnej piwnicy, o której istnieniu wiedział jedynie tzw. zarząd (w jego skład wchodziło ośmiu Niemców, w tym ojciec Silvany). Losy osób pojawiających się w powieści splatają się ze sobą (czasem w dość nieoczekiwany sposób), a łącznikiem między nimi jest właśnie szkoła w Temuco.

Informacje na temat zagadkowej piwnicy docierają do czytelnika okrojone i mocno zdawkowe. Dzięki tej nieoczywistości wyobraźnia czytelnika jest jednak pobudzona (przynajmniej przez pewien czas). Vargas Gaete chce zmusić odbiorcę do snucia domysłów i konstruowania własnej wersji wydarzeń. Autor wprowadził jednak sporo rozwiązań formalnych i treściowych, nad którymi zdaje się czasem nie panować. Do narracji włączono na przykład fragmenty innej książki (wyróżnione kursywą). Jest to „Dziennik z podróży: tajemnicza historia rodziny Kuzów” autorstwa jednego z bohaterów – Camila, dziennikarza i męża Silvany. Początkowo wycinki z „Dziennika…” poznajemy razem z Silvaną, która odnajduje je w swoich onirycznych wizjach, później jednak tworzą one zbiór luźnych notatek wrzuconych między kolejne wypowiedzi narratora. Część tekstu to także listy, maile i wspomnienia z dzieciństwa. Vargas Gaete zdaje się być mocno zainspirowany postmodernizmem, ale jak się okazuje, nie zawsze wychodzi mu to na dobre.

Pociągająca intryga, której rozwiązania trudno się domyślić, jest dużym atutem „Chrząszczy…”. Szkoda jednak, że autorowi nie udaje się utrzymać czytelnika w stanie zaciekawienia aż do końca. Historia, w którymś momencie zaczyna się bowiem zbyt mocno komplikować i rozmywać. Książce można by też zarzucić niezbyt przekonywujące, zbyt wysublimowane dialogi. Pomimo pewnych niedociągnięć „Chrząszcze…” zasługują jednak na uwagę. To dopiero pierwsza książka Chilijczyka wydana w Polsce (a druga, którą napisał). Vargas Gaete dysponuje sporym talentem i jest nadzieja, że będzie go wykorzystywał coraz lepiej.

 

Diego Vargas Gaete, Chrząszcze na wyginięciu, Czytelnik, 2017

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz