Bardzo przepraszam, ale muszę napisać o polityce.

Jak zwykle w takich przypadkach, zacznę więc lekko, od świata komedii. Otóż Jimmy Fallon, prowadzący największy wieczorny program rozrywkowy w Ameryce, The Tonight Show, nie jest już tak bardzo znany i lubiany. Bo pożartował sobie z Donaldem Trumpem – dwa miesiące przed wyborami prezydenckimi Trump był gościem Jimmiego i ten potarmosił mu słynną czuprynę. Niewinny gest? Nic bardziej mylnego: od razu posypały się głosy krytyki ze wszystkich stron, że jak on tak mógł? Tak swobodnie rozmawiać z Trumpem, wcieleniem wszelkiego zła? Że Fallon z każdym przeprowadziłaby lekki wywiad, nie liczą się dla niego względy moralne? Jakby śmiał się “z niego” – byłoby w porządku. Ale śmiał się “z nim”.

Jimmy stracił w ostatnim czasie pierwsze miejsce w rankingach oglądalności na rzecz Stephena Colberta, który nie patyczkuje się z krytyką nowego prezydenta. I okej, ja też nie lubię Trumpa i nie mam wątpliwości, że trzeba krzyczeć jaki jest fatalny. Ale żarty Colberta o seksie oralnym Trumpa i Putina to gruba, niesmaczna przesada. Dlatego moim bohaterem jest (puszczany w amerykańskiej telewizji publicznej NBC zaraz po Fallonie) Seth Meyers. W swoim flagowym segmencie “A closer lookw ciągu blisko 10 minut przedstawia aktualną, określoną kwestię w pogłębiony sposób. Są one wciąż druzgocące dla Trumpa, ale jest to tylko (i aż!) opisywanie sytuacji, zabarwione inteligentnym dowcipem.

Zeszłotygodniowy artykuł z New York Timesa na temat problemów Fallona zadaje pytanie: czy w dzisiejszych, podzielonych czasach da się robić apolityczny program rozrywkowy? Jimmy konsekwentnie powtarza, że chce być tylko crowd pleaserem, zabawiaczem publiczności. Przyznaje, że nie zna się na polityce i chce wprawiać w dobry nastrój wszystkich swoich widzów – także tych, którzy głosowali na Donalda Trumpa. Ale wciąż spotyka się z krytyką, że wielką zbrodnią jest uczłowieczać potwora.

Dlaczego o tym piszę? W Polsce mieliśmy w ten weekend dwie podobne sytuacje, gdy polityka wdziera się w beztroską wydawałoby się kulturę.

Przeczytałem właśnie bardzo żywiołową relację wystawcy z warszawskich targów książki, że przyjechał tam Andrzej Duda, zrobił “cyrk” i zablokował całą imprezę przez absurdalne kontrole BORu. “Czego oni się boją??? Czy naprawde wierzą, że ktokolwiek chce czegoś więcej, niż po prostu tego żeby zabrali swoje zabawki i poszli w cholerę?”

Do opisywanego przeze mnie posta dołączona była relacja z serwisu newsowego. Tłumacząca (czyżby autorowi wpisu z fesjbuka?), że gościem targów był nie tylko prezydent Polski, ale i Niemiec. Że przywitały ich okrzyki “Konstytucja!”; raczej nieprzychylne dla Dudy. Może dlatego potrzebne były szczególne środki ostrożności? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby któryś z literatów dopingujących się w fejsbukowych komentarzach, wpadłby na pomysł rzucenia w “Adriana” taką książeczką z Konstytucją.

I znowu – nie bronię prezydenta. Pewnie robi źle i pewnie trzeba to wypominać. Ale czy targi książki na pewno są odpowiednim ku temu miejscem? Nawet jeśli Duda przyjechał tam się lansować (#bukszpan), to i tak jest to pierwszy prezydent RP, który przyznaje się do czytania; za to ma u mnie szacunek. (Przypomnę, że Wałęsa jest dumnym robotnikiem, Kwaśniewski nie do końca ma wyższe wykształcenie, a Komorowski bez cienia żenady przyznał się ostatnio do ściągania na maturze).

Nawet Festiwal Piosenki w Opolu, lokalna wersja Eurowizji, w której wrażenia są najbardziej masowe, czyli sprowadzone do najniższego wspólnego mianownika, żeby każdy kołek mógł zrozumieć. Maryla odmówiła udziału w swoim benefisie. Ta sama Maryla Rodowicz, która większą część swojego artystycznego życia zabawiała komunistyczne władze, teraz wreszcie strzeliła focha.

Rozumiem jej wybór. Chciała zaprosić gościa, Kayah, ale Kurski się nie zgodził z najbardziej idiotycznego i dziecinnego powodu: “bo nie”. Na miejscu Maryli też byłoby mi głupio w stosunku do koleżanki, trzeba było honorowo się wycofać. Opole, stolica polskiej piosenki pop (czytaj: radiowej papki) wreszcie znaczy coś w poważnej debacie publicznej. Kto by pomyślał?

Zastanawiam się, czy warto szarpać się o politykę na każdym polu, zawsze i wszędzie. Nie jestem lepszy: bardziej niż bezmózgie żarciki Fallona wolę oglądać skróty aktualnych wydarzeń w “A closer look” Setha Meyersa. Wolę czytać istotną, aktualną literaturę od kryminałów. Wolę słuchać nawet banalnego Bono o Afryce niż disco Maryli. Jakoś tak lepiej, mądrzej się wtedy czuję.

Ale jeśli nie można się już nawet śmiać razem z dziecinnym głuptasem Jimmym Fallonem, to gdzie do cholery mamy odpocząć od tego całego syfu zwanego polityką?

 

zdjęcie główne: The Tonight Show Starring Jimmy Fallon, NBC, USA, 2016

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz