„Normalny autystyczny film” to jedna z ciekawszych pozycji na tegorocznym Docs Against Gravity. Porusza temat, o którym w dzisiejszych czasach mówi się coraz głośniej – osoby dotknięte autyzmem czy zespołem Aspergera różnią się od nas nieco, ale są w stanie funkcjonować w społeczeństwie.

Najgłośniejszą akcją związaną z tym tematem była bezsprzecznie kampania, w którą zaangażowano Bartłomieja Topę – aktor pojawił się m.in. w metrze, gdzie odegrał rolę osoby dotkniętej jedną z tych chorób. Jako że nie było żadnych wcześniejszych informacji na temat tej akcji, w Internecie szybko pojawiły się nagrania współpasażerów. Próbowano doszukać się przyczyny. Większość głosów mówiła o prawdopodobnej intoksykacji – czy to alkoholowej, czy narkotykowej. Sprawę po kilku dniach sprostowano, wypuszczając spot informujący o kampanii.

Nie dziwi ilość pomówień o degenerację, szczególnie, że Topa nie był wcześniej z chorobami takimi, jak autyzm czy zespół Aspergera kojarzony. Ale ilość artykułów, jakie pojawiły się wtedy na portalach pudelkopodobnych, jest imponujący. Okazuje się, że jako społeczeństwo nie jesteśmy nauczeni rozpoznawać, a przy tym i rozumieć, czym są te choroby.

Miałam to szczęście, że cztery lata swojej podstawówki spędziłam w klasie integracyjnej. Założeniem takiego trybu edukacji była chęć uniknięcia zamknięcia osób z jakimś rodzajem niepełnosprawności w osobnych ośrodkach edukacyjnych. Tym sposobem moimi kolegami z klasy były osoby mające dużą krótkowzroczność, niedosłyszące, po wypadkach (co skutkowało zarówno problemami z poruszaniem się, jak i nauką) oraz właśnie chłopak dotknięty autyzmem. Dzięki tej czteroletniej, niezbyt zażyłej, ale jednak w środowisku szkolnym istniejącej relacji, całkiem naturalnie przyjęłam do wiadomości, że z tą chorobą można żyć. I można być super człowiekiem – nie dziwolągiem, którego należy unikać.

Jedną z przyczyn było zapewne również to, że nikt nam nie mówił, z jakimi problemami borykają się nasi koledzy. Jasne – bycie niemal ślepym można było całkiem łatwo zauważyć, ale nikt nam tych osób w ten sposób nie przedstawiał. Nie wiem, kiedy dowiedziałam się, że Kuba ma autyzm. Ale pamiętam, że informacja ta była mniej więcej tak naturalna, jak powiedzenie, że „Ania jest blondynką”. Wiem. Przecież widzę.

Przez długi czas też nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak te cztery lata „edukacji specjalnej” na mnie wpłynęły. Pisząc teraz, próbuje to wszystko ubrać w słowa, ale trudno nazwać coś, co jest dla mnie naturalne – żadna z chorób, z którymi się w tamtym czasie spotkałam, nie wykluczały tych ludzi ze społeczeństwa. Nie widziałam, i dalej nie widzę, potrzeby izolowania takich dzieci, mówienia, że są „specjalne”, „inne”, „trochę się różnią”. Nie bardziej niż każdy z nas.

I to jest właśnie ten aspekt, za który „Normalny autystyczny film” w reżyserii Miroslava Janka uważam za choćby namiastkę tego, co ja miałam w szkole. Pokazuje on nam pięciu bohaterów, młodych ludzi, dzieci, dotkniętych zespołem Aspergera. Reżyser pozwolił im się wypowiedzieć, oprowadzić po swoim świecie. Zrobili to w taki sposób, w jaki zapewne zrobiłby każdy przedstawiciel młodego pokolenia: to lubię, tego nie; teraz wam opowiem historyjkę; w przyszłości chciałbym/chciałabym…; Marysi nie lubię, bo…; uważam, że ksiądz gada głupoty, ponieważ… Uwagi, jakie wokół tych historii kreślą, opinie, jakie wygłaszają, mogą wprowadzić w konsternację – zazwyczaj są dużo bystrzejsi, bardziej przenikliwi, niż moglibyśmy sądzić z uwagi na ich wiek.

Janek przyjął także perspektywę, która sprawdziła się w mojej młodości – z filmu nie dowiemy się, czym jest zespół Aspergera. Brak tutaj wywodów teoretycznych. Oto czeska młodzież. Z czeskim poczuciem humoru.

 

„Normalny autystyczny film” reż. Miroslav Janek, Czechy, 2016

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz