Musical „La la land” już od momentu ujawnienia pierwszego utworu wydawał się faworytem do zdobycia co najmniej kilku Oscarów. Jednak mimo tej formalnej perfekcji, „City of stars” zaskoczyło formą nagrania, które wydawało się być zarejestrowane spontanicznie w pokoju głównych bohaterów. Ryan Gosling nie trafia z niskim głosem, a Emma Stone śmieje się z tego i wszystko to słychać na taśmie. Uroczy pomysł, od razu przedstawiający bohaterów musicalu. Miałem nadzieję, że to początek większego trendu w muzyce – grania pozbawionego sztucznych ozdobników.

I faktycznie podobny zamysł przyświeca teledyskowi do nowego utworu Haim.  Right now” zostało nagrane w trakcie jednego podejścia na żywo w studiu. Słyszymy oddechy, szmery przesuwanych instrumentów i odgłosy wciskanych przycisków. Piękna prostota, ale właśnie o to chodziło skromność granych dźwięków podkreśla intymność ballady.  Umówmy się, technicznie jest to nakręcone doskonale, ale  to przecież zrozumiałe w końcu twórca obrazu stworzył przecież wielkie filmy kinowe. Stosowane przez reżysera Paula Thomasa Andersona długie ujęcia wskazują na bliskość sióstr Haim na pierwszym planie Danielle zmaga się ze swoją historią, a gdzieś w tle ujawnia się chórek Este, podczas gdy wokół nich kręci się najmłodsza Alana. Nie ma przebitek, nie ma cięcia montażu, bo to więcej niż jeden zespół jedno ciało i jedna melodia.

W tej naturalności nagrania nie sposób nie doszukiwać się związku z inną kobiecą akcją: kiedy Alicia Keys zrezygnowała z makijażu, występując bez żadnych upiększeń. Haim widzimy z kolei bez upiększeń muzycznych; bez makijażu, bez stanika, bez audiotune’a. Nie chcę traktować tego jako feministycznego gestu po prostu siostrom z Haim zawsze było ładnie ze swoją dziewczyńską swobodą. Tam, gdzie na pierwszej płycie śpiewały w The Wire” o wolności zerwania z facetem, te same kwestie nabierają teraz głębi, dzięki niezwykłej skupionej formie teledysku. Nowy album, Something to tell you”, pojawi się 7 lipca.

Po proste rozwiązania sięga również zespół Phoenix w swoim nowym utworze, ale są one raczej efektem redukcji gitar w ich nowym brzmieniu. J-boy” jest całkowicie syntezatorową piosenką i chociaż paleta barw dźwięku jest jednolita, to nadrabiają treścią wielkie nazwiska Picasso, Michelangelo są wypowiedziane z beztroską wypoczywającego turysty. Refren faktycznie nie porywa, ale poczekajmy na kolejne punkty tej wakacyjnej wycieczki album Ti Amo” ma być wypełniony włoskim disco. Wydany zostanie 9 czerwca.

Najbardziej porywający refren roku znajdziemy za to w piosence  The Underside of Power”. Zespół Algiers zapamiętałem z OFF Fesitvalu jako jeden z najbardziej radykalnych o ich wstrząsającym koncercie pisałem, że głośne trzaski i potężne chórki tworzą niezwykle silną konstrukcję dla plemiennych zaśpiewów. Tamten koncert zakończyła kręcąca się płyta winylowa z fragmentem słuchowiska przemowy głoszącej dumę czarnoskórych bojowników o wolność. Wciąż nawiązują do tego w nowym teledysku, ale czy także ich walka o prawa czarnoskórych przeszła do mainstreamu? (gorąco polecam wypuszczony przed chwilą na Netflixie serial Dear White People”). Teraz drugą płytę (która pod tym samym tytułem co singiel będzie miała swoją premierę 23 czerwca) zapowiada piosenka niemal taneczna. Wstrzymałbym się z tezą o zdradzie ideałów, bo prawdziwa siła i wściekłość kryje się w hipnotyzującym wokalu Franklina Jamesa Fishera. Singlową chwytliwość refrenu potraktujmy zatem jako zaproszenie do wspólnej rewolucji oraz zajęcie przez Algiers należnego im miejsca w gronie najlepszych młodych zespołów.

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz