O tym, że pamięć bywa zawodna, wie każdy z nas. Ale o tym, jak ważna jest pamięć zbiorowa, narodowa, społeczne podejście do niej, już niewielu zdaje sobie sprawę. W swojej najnowszej książce Martin Pollack próbuje zwrócić naszą uwagę na mechanizmy kształtujące naszą tożsamość i osobiste wspomnienia.

„Topografia pamięci” to zbiór esejów, które można podzielić na trzy kategorie. Pierwszą z nich byłaby kwestia tego, jak Austriacy pamiętają czasy wojny i zbrodnie, jakich się wtedy dopuszczano. Ile wydarzeń z tamtego okresu są w stanie przywołać z własnej pamięci, a o ilu zapomnieli – mniej lub bardziej świadomie? Bo o tym, że istnieje mechanizm wyparcia, Pollack wie bardzo dobrze. Nie tylko z zasłyszanych przez lata opowieści: dużą część dzieciństwa spędził z dziadkami – jak się później okazało, zadeklarowanymi nazistami. Sami otwarcie nigdy nie przyznali się do swoich poglądów. W całej rodzinie zresztą panowała osobliwa zmowa milczenia, ale jak wspomina autor:

Nigdy nie zapomnę, jakimi słowami powitał mnie wtedy wujek [na pogrzebie babki]: „Umarła jak prawdziwa niemiecka kobieta.”

I już wiedziałem, że w mojej rodzinie nic się nie zmieniło. Byli tacy do śmierci. Mimo to dziadków zachowałem w najlepszej pamięci, wychowywali mnie i otaczali nieprawdopodobną miłością. Dzisiaj nie czuję już goryczy, tylko głęboki smutek. Smutek… ale i wstyd, także z powodu mojego zachowania wobec babci, która rzeczywiście była studwudziestoprocentową nazistką. Ale czy musiałem koniecznie ranić tę starą kobietę aż do śmierci? Nie jestem pewien.

Temat zrozumienia, zarówno oprawcy (nieważne, czy biernego, czy aktywnego), jak i ofiary (nierzadko milczącej przez lata), powraca jak bumerang w zakończeniu, które Pollack ubiera w formę pouczenia.

Wszystkie historie muszą zostać opowiedziane, nie wolno przemilczeć żadnej tragedii. Musimy jednak stale przy tym pamiętać, żeby nie stracić z oczu naszego celu, którym jest zrozumienie Innego, zaakceptowanie go takiego, jaki jest, z całym ciężarem jego historii.

Samo poznanie historii w jak najszerszym kontekście jest dla autora „Topografii… dużo ważniejsze aniżeli ocena działań poszczególnych jednostek. Próba zrozumienia historii, wysiłek podejmowany w tę stronę, jest dużo bardziej owocny od wydawania wyroków.

Możliwość niejednoznacznego odczytania przeszłości zostaje nam zaprezentowana w drugiej grupie tekstów, które skupiają się na konkretnych fotografiach i historiach (często przypuszczalnych), które się za nimi kryją. Mamy tutaj m.in. zdjęcie mężczyzny leżącego na łonie natury/trupa polskiego mordercy/zamordowanego folksdojcza – hipotez co do tego, kto jest na tym zdjęciu, powstało wiele. Uważny obserwator i skrupulatny poszukiwacz dowodów może z zaprezentowanych zdjęć wiele wyczytać, ale też wiadomo, że większości społeczeństwa wystarczy fotografia i z góry narzucona do niej narracja, by coś uznać za fakt.

Trzecia część to natomiast próba szybkiego zarysowania historii europejskich migracji, pokazania, że Europa, jaką dzisiaj znamy, to tak naprawdę namiastka byłej wielokulturowości. Zepchnięci dzisiaj na margines Romowie i praktycznie nieistniejąca mniejszość żydowska, będąca kiedyś podwaliną inteligencji, nie mogą zostać tak po prostu wymazani z kart historii. Powtarzanie kłamliwej wersji wydarzeń jest tak samo szkodliwe, jak ich zatajanie. Brak pamięci zdaje się być tym, co najbardziej Pollackowi przeszkadza, na co nie może się zgodzić.

Pozycja ta nie przynosi nam żadnych odpowiedzi, nie zadaje także wprost żadnych pytań. Raczej nieśmiało szturcha nas w bok. Wskazując, że mimo iż czytamy o czymś, co zaczęło się niemal sto lat temu, to mechanizmy jakie w tych opowieściach odnajdujemy są nadal aktualne. Nazizmu nie wymażemy z historii milczeniem. Tak jak i nie zadośćuczynimy wyrządzonego zła. Aby móc się czegoś z historii nauczyć, musimy ją najpierw poznać.

 

Martin Pollack, Topografia pamięci, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz