Świat wariuje. Uchodźcy, Syria, Putin, Trump vs. Hillary. Wszędzie jakieś konflikty, zapowiedzi wojny i końca świata. Niestety, 13 października 2016 roku wszystkie złe wróżby znalazły swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Literacka nagroda Nobla, nie bez kontrowersji, trafiła w naprawdę godne ręce1.

Bob Dylan nominowany do Nobla był wielokrotnie. Na jego kandydaturę patrzono zawsze z lekkim przymrużeniem oka, gdyż nie można powiedzieć, że to literat klasyczny, lecz ikona popkultury – przedstawiciel przemysłu stricte rozrywkowego, który nie jest zaliczany do sztuki wysokiej. Postrzeganie jego rodzimego środowiska nijak nie pasuje do osobowości tego formatu. Nie da się ukryć, że mamy do czynienia z geniuszem, nie tylko muzycznym.

Człowiek, który wiedział wszystko – tym tytułem włoski dziennik „La Repubblica” żegnał Umberto Eco. Myśliciel i wybitny mediewista narzekał, że jest zbyt często proszony o komentarz, choćby kilka słów na każdy temat we Włoszech. Żartował nawet, że kiedyś będzie zmuszony do udzielenia wywiadu o przypalonym spaghetti.

Podobną rolę pełni Bob Dylan w amerykańskim społeczeństwie. Jest autorytetem moralnym i bardzo rozważnym komentatorem rzeczywistości. Jego wiersze-piosenki mają wielki wpływ na współczesny świat. Najlepiej podsumowują to słowa redaktora naczelnego wydawnictwa „Znak”, Jerzego Illga: Dylan to nie tylko muzyk, ale wielki poeta. Poeta niesłychanie ważny dla całej naszej generacji. Poeta, który wykrzyczał nasz protest, bunt, naszą rozpacz i miłość. Był heroldem tego pokolenia, choć odżegnywał się skrzętnie od tej roli. Nie chciał być na sztandarach, nie chciał być prorokiem. Bob Dylan nie był liderem zmian, lecz stał się inspiracją dla wielu artystów, zespół The Rolling Stones wziął nazwę właśnie od jednej z jego ballad.

Właśnie wpływ na kulturę, w przypadku posiadacza Oscara (za utwór „Things Have Changed” z filmu „Cudowni chłopcy”), jest ważny w zrozumieniu decyzji jury noblowskiego. Samo uzasadnienie: Za stworzenie nowej poetyckiej ekspresji, która wpisała się w wielką tradycję amerykańskiej pieśni wskazuje nam dwie najważniejsze cechy Dylana – innowatora i kontynuatora. Był jednym z inicjatorów nowego gatunku muzycznego, określanego jako folk-rock. Tam najlepiej pasowały jego teksty pełne odwołań do tuzów poezji. Wskazuje się zwłaszcza na inspirację symbolistami pokroju Rimbauda czy Baudelaire’a. Ten styl ponadto wymieszał w brudzie poetyckiej kontrrewolucji à la Allen Ginsberg. Tym sposobem powstały pieśni, które akompaniowały przemianom społecznym w Stanach Zjednoczonych. Dylan wykonał jeden ze swoich pierwszych hitów „Blowin’ in the Wind” tuż przed słynną przemową dr Martina Luthera Kinga, która zaczynała się od słów I have a dream. Jak mogło być inaczej skoro słowa pieśni brzmią: How many roads must a man walk down/ Before you call him a man? Właśnie o człowieku walczącym o swoją godność pisał najwyraźniej. Dzięki protest songom zdobył sławę, lecz nie poprzestał na samym buncie, a najlepiej się o tym przekonać, podążając za radą sekretarz nagrody Sary Danius, która zachęcała do przeczytania, a właściwie przesłuchania, albumu „Blonde on blonde”.

Tegoroczny noblista nie jest jedynie muzykiem, lecz poetą analizowanym na wielu uniwersytetach świata. Profesor Richard F. Thomas prowadzi kurs o prostej nazwie „Bob Dylan”. Dzieła pieśniarza są porównywane z utworami Homera i Wergiliusza (temu poecie Thomas poświęcił karierę naukową). Zajęcia odbywają się na mało znanym, niezbyt szanowanym Uniwersytecie Harvarda.

Chciałbym zauważyć, że w Polsce obecność wierszy Marcina Świetlickiego w spisach lektur kierunków filologicznych nikogo nie dziwi. Każdy rozumie, że jest to ważny poeta i należy brać go na warsztat, choć popularność zdobył jako charakterystyczny wokalista „Świetlików”. Zatem polskie uniwersytety doceniają liryka-muzyka od dawna. Chyba że powinno się wykluczyć z akademii zarówno polskiego melancholika, jak i amerykańskiego barda?

Oczywiście, wybór autora tekstów na laureata najbardziej prestiżowej nagrody literackiej jest kontrowersyjny. Krytycy zauważają, że jego dzieła wiele tracą bez warstwy muzycznej, a do nagradzania muzyków powołane są inne instytucje. Zapewne mają trochę racji, lecz poezja zawsze jest przedmiotem dyskusji, a pomijanie Dylana przez wzgląd na jego artystyczny „rodowód” byłoby niemądre. Jeśli miałbym poprzeć któryś zarzut, to najbliżej by mi było do internauty, który napisał tak: Bob Dylan z literacką nagrodą Nobla. Skrajna niesprawiedliwość w stosunku do Zenka Martyniuka :/.

 

1. Swiatłana Aleksijewicz, zdaniem autora, zasłużyła w pełni na swoje zeszłoroczne wyróżnienie i jedynie potrzeba wstępu przyciągającego czytelnika (warunek sine qua non internetu) wymusiła pozorne przeoczenie tej wybitnej reportażystki.

 

Maciej Kudła

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz