Chrześcijaństwo rodziło się na terenie dzisiejszej Syrii, Iraku, na południu Turcji. A co dzieje się dzisiaj z bliskowschodnimi chrześcijanami? Jakie miejsce zajmują w świecie radykalnego islamu?

Konflikt w Syrii i sąsiadujących z nią krajach to temat, który pojawił się w Polsce stosunkowo niedawno –  media dopiero od jakiegoś czasu bombardują nas zdjęciami uchodźców przedostających się w nieludzkich warunkach do Europy, donoszą o wysadzaniu starożytnych zabytków przez ISIS i pokazują wizualizacje Aleppo, którego stopień zniszczenia przywodzi na myśli powojenną Warszawę. W rezultacie możemy odnieść wrażenie, że problemy zaczęły się niedawno. Tymczasem sprawa nie jest ani nowa, ani dająca się wyjaśnić jedynie przez pryzmat tego, co dzieje się dzisiaj. Obecnie konotacje słowa „uchodźcy” oscylują wokół islamu i terroryzmu. Rzeczywiście, dzisiaj większość uchodzących z terenów ogarniętych wojną to wyznawcy islamu – co przecież nie dziwi, bo to region muzułmański. Czasem zapominamy jednak, że te obszary stanowią nie tylko źródło islamu, ale również miejsce narodzin tradycji judeochrześcijańskiej, z której wyrastamy. Słowo „chrześcijaństwo” zostało przecież po raz pierwszy użyte w Antiochii – na terenie dzisiejszej Turcji.

Dariusz Rosiak w swoim nowym reportażu pyta właśnie o tamtejszych chrześcijan – ludzi, którzy albo już musieli uciec z powodu wyznawanej przez siebie wiary, albo wciąż jeszcze usiłują przeżyć w środowisku, dążącym do ich zagłady. Znany reporter i dziennikarz radiowej Trójki, wybierając się na Bliski Wschód, odbywa w istocie podróż do korzeni naszej kultury. Zwraca uwagę na ewolucję tożsamościową i polityczną tego regionu, który z kolebki chrześcijaństwa stał się terenem zdominowanym przez islam, ogarniętym wojnami domowymi, kojarzonym z dżihadem i Daesz.

Wolność wyznania traktujemy jako oczywistość, dlatego łatwo zapominamy o tym, że około 150 mln chrześcijan – głównie na Bliskim Wschodzie, w Afryce Subsaharyjskiej i w Azji – jest poddawanych represjom ze strony religijnej większości. Rosiak przywołuje przejmujące wspomnienia osób, które w 2014 roku musiały uciekać z syryjskiego Mosulu – miasta zamieszkiwanego przez wiernych od czasów Chrystusa, a obecnie musieli je masowo opuścić.  Państwo Islamskie, które w 2014 roku przejęło Mosul i okoliczne miasteczka, dało kilkudziesięciu tysiącom ludzi kilkanaście godzin na wyjazd.

Reporter zwraca też uwagę na to, co zachodni świat usiłuje przemilczeć: przypomina choćby o heroicznej postawie Kurdów. Armia kurdyjska jest obecnie jedyną armią lądową, która przeciwstawia się Państwu Islamskiemu. Ponadto rząd kurdyjski w ostatnim czasie przyjął ponad milion uchodźców.  Ale Rosiak przywołuje więcej opinii, z którymi być może ciężko nam się zmierzyć: jego rozmówcy przyznają, że za rządów dyktatorów – al-Asada czy Mubaraka – żyło się lepiej. Nikt nie zaprzecza, że reżimy tych dyktatorów były brutalne, ale interwencja w Iraku znacznie pogorszyła egzystencję ludzi. Do lat 80. kraje takie jak Syria czy Egipt nie były tak radykalne, jak obecnie. Wówczas chrześcijanom, jako mniejszości, udawało się jakoś ułożyć z władzą. Wraz ze zmianami, które później nadeszły, chrześcijanie byli w coraz gorszej sytuacji, aż w końcu wielu z nich zaczęło wyjeżdżać.

Rozdział o Szwecji, który otwiera  książkę,  może dziwić tylko na pierwszy rzut oka. Ten protestancki kraj  położony na północy Europy okazuje się być w opowieści o bliskowschodnich chrześcijanach istotnym elementem. Szwecja, jako państwo dobrobytu, przyciąga imigrantów  już od dłuższego czasu.  Kiedy na początku lat 70. wybuchł grecko-turecki konflikt o Cypr, Szwecja zaczęła przyjmować tłumy uchodźców z południa Turcji. W następnych latach dołączyli do nich inni – z Iraku, Syrii, Egiptu. Napływ ludności na te tereny, jak wiemy, trwa. W szwedzkim prawie istnieje przepis, który zezwala uchodźcom na osiedlanie się tam, gdzie zechcą.  W liczącym dziewięćdziesiąt tysięcy mieszkańców Södertälje, do którego wybrał się Rosiak, ponad połowę stanowią obcokrajowcy, a trzydzieści tysięcy – chrześcijanie z Bliskiego Wschodu. Miasto stało się więc osadą chrześcijańską i światową stolicą Asyryjczyków. Reporter, decydując się na rozdział o Szwecji, przygląda się nie tylko trudnej sytuacji wschodnich chrześcijan, ale również kwestii polityki otwartości, jaką lansuje Europa. Afram Yakoub, przewodniczący Federacji Asyryjczyków w Szwecji, zapytany o to, jak ocenia politykę Szwecji wobec uchodźców, odpowiada: Jestem wdzięczny Szwecji za gościnność i wszystko, co robi dla Asyryjczyków, ale to jest błędna polityka. Szwecja przyjmuje każdego, kto tu dotrze, ale nie daje Asyryjczykom legalnych możliwości dotarcia, więc uchodźcy dostają się w ręce przemytników, którzy są częścią wielomiliardowego biznesu. Poza tym wszyscy się tu nie zmieszczą. Nie można bezmyślnie zachęcać ludzi, by tu masowo przyjeżdżali. Po co? Po to by Szwedzi ich znienawidzili? Taka opinia z ust syryjskiego uchodźcy, który już od dłuższego czasu mieszka w Europie, może wywołać konsternację. Rosiak, jako doświadczony reporter, nie próbuje oceniać, za to zręcznie prowadzi dyskusje z ludźmi, których spotyka. Jego pytania są wyrazem ciekawości, ale i przekory – zapytuje o najbardziej palące, często niewygodne kwestie.

Po Szwecji udaje się tam, gdzie owe wspólnoty chrześcijańskie zanikają. Każdy z pozostałych rozdziałów dotyczy innego regionu, kolejno: południowej Turcji, irackiego Kurdystanu, Stambułu, Libanu, Egiptu oraz Izraela i Zachodniego Brzegu. Za każdym razem Rosiak podejmuje próbę zagłębienia się w rzeczywistość tamtejszych chrześcijan poprzez oddanie im głosu – pozwala im mówić bez względu na poprawność polityczną i słuszność ich poglądów z punktu widzenia popularnych u nas stanowisk.  Ich los na Bliskim Wschodzie jest różny – inne problemy mają chrześcijanie w Izraelu, a inne w Egipcie. Izrael to jedyny kraj na tym obszarze, w którym istnieje całkowita wolność religijna. Arabscy chrześcijanie nie są tam prześladowani z powodu swojego wyznania, ale dlatego, że Arabów traktuje się tam jak obywateli gorszej kategorii.

Autor przemyca pewne elementy charakterystyczne dla książek, które stają się pretekstem do bardzo osobistych poszukiwań. Rosiak przyznaje, że inspiracją  był dla niego William Dalrymple, autor książki „From The Holy Mountain”, który również opisywał chrześcijaństwo na tych terenach. Ich trasy podróży są zbliżone, ale obserwacje różne – w końcu Dalrymple opisywał Bliski Wschód lat 90., Rosiak przybywa już do świata zmienionego upływem czasu i zdarzeniami. Tytułem nawiązuje z kolei do słów Tertuliana, łacińskiego teologa z Afryki Północnej z II w.: Krew męczenników jest zasiewem nowych chrześcijan. Ta skomplikowana, choć pocieszająca wizja zostaje przeciwstawiona sugestii, która wyłania się z samego reportażu – że chrześcijaństwo na dobre zniknie z tej części świata, gdzie położono pod nie podwaliny. Rosiak tylko dyskretnie zaznacza swoją przynależność do wspólnoty chrześcijańskiej. Jednocześnie, gdzieś między wierszami, daje wyraz swojemu zaniepokojeniu przyszłością Europy – zapominającej o swoich korzeniach, a tym samym stopniowo zatracającej własną tożsamość. Rosiak przywołuje także Konstandinosa Kawafisa, greckiego pisarza związanego z Aleksandrią, który zdaje się być dla niego ważną postacią. Patronat autora słynnych wierszy „Itaka” czy „Czekając na barbarzyńców” z pewnością nie jest przypadkowy i wiele mówi o wrażliwości samego dziennikarza.

Wielu reportażystów sięga dziś po zmetaforyzowany język, któremu bliżej do powieści czy eseju niż wiarygodnej i sproblematyzowanej relacji. Rosiak z kolei stara się pozostać gdzieś na pograniczu dziennikarstwa i literatury artystycznej, czyli tam gdzie z założenia umiejscawia się reportaż. Wypowiedzi swoich rozmówców przytacza z należnym pietyzmem, stara się ich nie komentować. W rzeczywistość Bliskiego Wschodu wkracza z ciekawością, ale i z szacunkiem.

Autor zamieszcza w swojej książce wypowiedzi wielu spotkanych podczas wyprawy osób. Ten imponujący zbiór myśli jest ważnym, nierzadko też wstrząsającym, świadectwem. Mimo to, wielość poruszonych i nierozwiniętych wątków sprawia, że książka wydaje się momentami niespójna. Kryteria, którymi kieruje się autor, porządkując zebrane cytaty, to kryteria geograficzne. Brak pogłębionej, całościowej analizy jest tu zapewne celowy – Rosiak nie pisze pracy naukowej. Jednak warto powiedzieć, że aby docenić wartość jego pracy, trzeba zajrzeć do innych źródeł, które są w stanie wyjaśnić czytelnikowi problematykę regionu. Tylko wtedy można w uczciwy sposób poddać refleksji obrazy, które wyłaniają się z książki.

 

Dariusz Rosiak, Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

 

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz